Co ważnego wydarzyło się na świecie w roku 2014? Lista Top 10.

Drukuj

Jak zawsze o tej porze roku w polskich mediach pojawiły się rozmaite podsumowania. Niewiele jest jednak wśród nich takich, które dotykają kwestii międzynarodowych, bo to widzów i czytelników generalnie mało obchodzi. Ja jednak zaryzykuję, bo rok 2014 był naprawdę bogaty w ciekawe zdarzenia na świecie (nie tylko polityczne), które warto przypomnieć. Poniżej moja subiektywna lista „Top 10” (kolejność przypadkowa).

1. Zimne spojrzenie Putina

Inwazja na Ukrainę zakwestionowała kształt granic w Europie, milion osób pozbawiła dachu nad głową i przywołała demony przeszłości (w szczególności „ducha Monachium”). Nic więc dziwnego, że cały rok twarz Putina była w mediach wręcz wszechobecna. Wyraz twarzy miał w zasadzie niezmienny – zimne oczy KaGieBisty, usta bez cienia uśmiechu, kłamstwa wypowiadane bez mrugnięcia okiem. Na szczęście początkowy tryumf po kilku miesiącach został przykryty coraz większym cieniem nadchodzącej klęski. Właśni poddani zaczęli go pytać o wysokość rachunku za jego międzynarodowe awantury. Na emeryturę go jednak nie wyślą, bo w autorytarnym systemie władzy w Rosji, w przeciwieństwo na przykład do Chin, nie przewidziano takiej instytucji. Dla Putina więc walka o utrzymanie władzy jest, literalnie, walką o życie. W nadchodzącym roku walczący o życie prezydent Rosji będzie więc nadal zagrożeniem dla pokoju w Europie.

2. Zadziwiająco mądra polityka Unii wobec Rosji

Słowa Angeli Merkel o Putinie, który „zachowuje się tak, jakby żył w innym świecie”, były dowodem na utratę resztek złudzeń Berlina wobec Moskwy. W efekcie Niemcy stały się głównym europejskim architektem twardej polityki sprowadzania Putina z powrotem na ziemię. Powszechnie oskarżana o polityczną słabość Unia Europejska, okazała się zdolna do działań niepopularnych i konsekwentnych, a wyśmiewana początkowo polityka sankcji gospodarczych przeniosła starcie z Rosją na tę arenę, na której Unia ma bezwzględną przewagę
i największe prawdopodobieństwo sukcesu. Warto zauważyć, że Unia podjęła tak ostre działania, wobec tak ważnego partnera gospodarczego i politycznego, pierwszy raz w historii. Ciekawe, czy za trzy miesiące, gdy trzeba będzie podjąć decyzję o przedłużeniu sankcji, zdoła tą swoją siłę polityczną potwierdzić, czy jednak Rosji uda się państwa członkowskie podzielić (jak już wiele razy z sukcesem czyniła).

3. Ameryka wraca do gry

Cena baryłki ropy spadła o połowę, co uradowało przewoźników lotniczych i kierowców, a zmartwiło rozmaite reżimy utrzymujące się u władzy wyłącznie dzięki dochodom z „czarnego złota”. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że za tak dużym spadkiem ceny stoją zakulisowe naciski dyplomatyczne Stanów Zjednoczonych, które tanią ropą chcą rzucić na kolana Rosję. Waszyngton okazał się mieć większy wpływ na największych eksporterów ropy niż Moskwa (o czym przekonał się w listopadzie min. Ławrow podczas nieudanych rozmów z Saudem al-Faisalem, szefem dyplomacji Arabii Saudyjskiej). Gdy dodamy do tego osiągnięty w minionym roku, podobno bardzo duży, postęp w negocjacjach z Iranem, oraz normalizację stosunków USA z Kubą, to wyłania się obraz mocarstwa, które powoli budzi się ze snu. Jeśli Barack Obama w ostatnich latach swojej prezydentury złamie Putina, dogada się z ajatollahami, rozwiąże problem kubański i jeszcze podpisze historyczną umowę o wolnym handlu z Unią, to… może jeszcze uratować, fatalny póki co, wizerunek swojej prezydentury. Wygląda na to, że zaczęło mu na tym naprawdę zależeć.

4. Gospodarka chińska stała się największa na świecie

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego chiński PKB w roku 2014 był większy niż Stanów Zjednoczonych. To symboliczny moment powrotu Chin na miejsce, które zajmowały przez stulecia – największej potęgi gospodarczej świata. Żeby zobrazować jak wielki to sukces, przypomnijmy, że jeszcze trzy dekady temu ten kraj był outsiderem, z niewielką, w dużej mierze odizolowaną od świata gospodarką. Teraz wsiada na fotel lidera i wyraźnie sygnalizuje rosnące ambicje polityczne. To też zapowiedź tego co nas czeka w kolejnych latach – coraz większej obecności w świecie chińskich firm, turystów, migrantów, idei i języka. Szykujmy się na to.

5. Epidemia ignorancji

Niecałe 10 tysięcy potwierdzonych ofiar wirusa (czyli nieporównywalnie mniejsze żniwo niż zbiera w Afryce AIDS i malaria), epidemia ograniczona w dużej mierze do trzech krajów Afryki Zachodniej (Liberia, Sierra Leone i Gwinea), a fala paniki przybrała wymiar globalny. Pamiętacie to gorączkowe liczenie łóżek szpitalnych w Polsce? Pamiętacie prezydenta Obamę, który na forum ONZ wymienił ebolę jako największe zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego?. Obawy okazały się mocno przeszacowane, ale ich konsekwencje gospodarcze, będą w Afryce odczuwane jeszcze długo. Wedle badania agencji Safaribookings.com spadek liczby rezerwacji wycieczek na safari sięgnął nawet do 70%. Wiele biur podróży w ogóle zrezygnowało z oferowania wycieczek do Kenii, Tanzanii, czy RPA. Dowodzi to, że Afryka jest traktowana w zasadzie jak jedno państwo, a przecież najpopularniejsze parki narodowe
w Tanzanii oddalone są od miejsc występowania epidemii o ponad 5 tysięcy kilometrów, czyli jest tam tak samo daleko, jak do Niemiec. Żal milionów Afrykańczyków żyjących
z turystyki, która jest odpowiedzialna aż za 10% PKB krajów Afryki Subsaharyjskiej.

6. Nowa odsłona dżihadu

Symboliczny sukces wojny z terroryzmem, jakim było zabicie Osamy bin Ladena, został w roku 2014 zakwestionowany przez egzekucje pojmanych zachodnich dziennikarzy oraz proklamowanie Państwa islamskiego na części terytorium  Syrii i Iraku. Choć póki co najbardziej cierpi miejscowa ludność cywilna, to wydaje się, że wcześniej czy później „święta wojna” dosięgnie również Europy. Tym bardziej, że już kilka tysięcy obywateli państw europejskich zasiliło szeregi bojowników islamskich. Jak twierdzi The Economist wielu z nich to przedstawiciele klasy średniej, których do walki nie zmusiła zła sytuacja materialna, ani dyskryminacja religijna tylko… nuda. „Młodzieży wyraźnie brakuje powstania…” śpiewa Tomasz Organek na płycie „Głupi” (dla mnie najlepszy tegoroczny polski album rockowy) i być może dotyka istoty sukcesu wielu ruchów radykalnych, nie tylko w Polsce.

7. Zjednoczona Europa nie jest dana raz na zawsze

To prawda, że wzrost nastrojów antyeuropejskich nie przełożył się na zmianę większości w Parlamencie Europejskim. To prawda, że aspiracje niepodległościowe Szkocji i Katalonii nie doprowadziły do ich wyjścia z Unii. To prawda, że wynik referendum na temat członkostwa Wielkiej Brytanii jeszcze nie jest przesądzony (choć samo referendum raczej tak). Niemniej jednak sygnał, jaki do nas płynie jest wyraźny – Unia Europejska, w tym kształcie jaki znamy, nie musi przetrwać. Niby to oczywiste, ale przecież często traktujemy ją jako oczywistość, daną nam raz na zawsze. Mijający rok pokazał, że jeśli zwolennicy zjednoczonej Europy nie zaczną energiczniej o nią walczyć, to ją utracą.

8. Prawo do bycia zapomnianym

Kontrowersyjny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej usankcjonował tzw. prawo do bycia zapomnianym. Google, na prośbę osoby zainteresowanej, musi usuwać
z wyników wyszukiwania linki dotyczące danych osobowych osób prywatnych, jeśli informacje są „nieistotne lub nieaktualne”. Z jednej strony to prawdziwy przełom w walce o prawo do prywatności (jakże zagrożone w dobie Internetu), ale z drugiej, ta cała sprawa wyraźnie pokazuje, jak trudno będzie to prawo zabezpieczyć. Nie ma bowiem technicznych możliwości zapewnienia, że określone dane o nas przestaną istnieć w sieci. Zmiana polega jedynie na tym, że nie będą one wyświetlane wśród rezultatów wyszukiwania. Walka o prawo do bycia zapomnianym wcale więc nie jest więc zakończona – rozmaite jej odsłony będziemy obserwowali pewnie przez wiele kolejnych lat. Będzie to starcie o tyle ciekawe, że po drugiej stronie barykady są potężne siły, zasłaniające się równie (?) istotnym prawem do informacji i interesem publicznym (m.in. dostęp do informacji o oszustwach, zaniedbaniach zawodowych, czy wyrokach skazujących).

9. Piwna rewolucja nabrała tempa

Dla miłośników piwa, do których się zaliczam, nastały wspaniałe czasy. Przez świat przetacza się potężna fala nowych piw (w kilkudziesięciu różnorodnych stylach), napędzana nowymi odmianami aromatycznych chmieli, głównie amerykańskich. Od USA po Japonię powstają tysiące nowych browarów rzemieślniczych, na rynku pojawiają się dziesiątki tysięcy nowych piw, a walory degustacyjne niektórych z nich mogą się równać z najlepszymi winami, czy whisky. Tylko w Polsce w minionym roku pojawiło się aż 500 nowych piw! Reaktywowane są wymarłe style piwne, wymyślane są nowe receptury, a produkcja w wielu browarach rzemieślniczych nie daje rady zaspokoić rosnącego popytu. Trend ten oczywiście nie zaczął się w roku 2014, ale teraz nabrał impetu i w ciągu kilku lat może zasadniczo zmienić obraz całej branży piwnej na świecie. Ku zadowoleniu wielbicieli dobrego piwa.

10. Niemcy biją wszystkich (z wyjątkiem nas)

Niemiecka drużyna piłkarska w minionym roku zasłużenie zdobyła tytuł mistrzów świata. Półfinałowe zwycięstwo 7-1 na gospodarzami turnieju, Brazylią, zapadło w pamięci chyba każdemu miłośnikowi futbolu. Takie mecze się nie zdarzają często, a w zasadzie należałoby napisać, że takie mecze się niemal w ogóle nie zdarzają. Nie zapomnę więc wyrazu bezgranicznego zdziwienia na twarzy upokarzanych brazylijskich piłkarzy  i pewności siebie z jaką drużyna niemiecka rozmontowywała, raz za razem, brazylijska obronę. Nie zapomnę też radości milionów Polaków, gdy tą wspaniałą reprezentację mistrzów świata udało się nam pokonać. Po raz pierwszy w historii! Taki to był rok.

Czytaj również
  • Michał Kujawa

    Ciekawy artykuł, ale mam pewne zastrzeżenia do punktu 5 – epidemia ignorancji. To że turyści traktują Afrykę jak jeden kraj to prawda. Sam muszę wziąć mapę, żeby stwierdzić że dany kraj leży np. na północy kontynentu. Jednak samo oszacowanie skali zagrożenia jest w przypadku Eboli dosyć trudne, w tym momencie wydaje się że ryzyko przeszacowano, ale …

    Wirus jest bardzo zabójczy, to co nas chroni to fakt, że się stosunkowo trudno przenosi. Jednak przypadki zakażeń w szpitalach w USA wskazują, że nawet wyszkolony i odpowiednio wyposażony personel może uleć infekcji. Ten i podobne wirusy to potencjalne bomby, oby nigdy nie wybuchły. Owszem sama obecność w mediach często powoduje niewiarygodne uproszczenie tematu i wyciąganie totalnie błędnych wniosków, ale z drugiej strony jeśli dana kwestia w mediach nie istnieje, to politycy i decydenci jakoś dziwnie się tematem nie interesują i co gorsza skąpią na niego pieniędzy.

    Współczuję mieszkańcom Afryki strat gospodarczych, ale wolałbym żeby tematu tak totalnie nie ignorować.

    • Tomasz Kamiński

      Proszę jednak zauważyć, że prawdopodobieństwo przeniesienia się wirusa do Europy było jednak dużo większe (znacznie większa liczba połączeń lotniczych) niż do RPA. Zgadzam się oczywiście, że zagrożenie epidemią trudno było oszacować i media powinny o tym alarmować ale… z tymi odwołanymi wycieczkami do krajów położonych kilka tysięcy kilometrów dalej, albo z odwołanym turniejem piłkarskim w Maroku, to była przesada. W moim przekonaniu należy takie rzeczy wykpiwać, tym bardziej, że Afrykańczycy (wszyscy) teraz będą przez długi czas leczyć rany po tej epidemii.