Dyplomacja w służbie „dobrej zmiany”

Drukuj

Polityka zagraniczna rządu PiS jest w całości podporządkowana polityce wewnętrznej tej partii. Przez to na naszych oczach odbywa się dyplomatyczna katastrofa, która sprowadza Polskę z grupy państw ocierających się o pierwszą ligę europejską do poziomu pariasa na łasce Węgier.

Pod hasłem „wstawania z kolan” PiS szedł do wyborów z obietnicą przedefiniowania polskiej polityki zagranicznej. Mieliśmy mocniej podkreślać naszą suwerenność, „odzyskać podmiotowość na arenie międzynarodowej” oraz  stać się regionalnym liderem.  Podejście to przeciwstawiane było koncepcji bliskiej współpracy z największymi mocarstwami europejskimi, przede wszystkim Niemcami i Francją. Jak twierdził jeden z architektów polityki zagranicznej PiS, prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, „Polska w takiej grupie będzie izolowana i nie będzie miała żadnej innej możliwości działania, jak tylko na zasadzie klienta Niemiec”.Nigdy nie zgadzałem się z tą koncepcją, uważałem ją za zupełnie nierealną, a wręcz szkodliwą z punktu widzenia realizacji polskich interesów. Nie spodziewałem się jednak, że jej realizacja przemieni się w karykaturę, a Polska skończy jako klient Budapesztu.

Katastrofa…

Fakty są takie, że Polska od kilku miesięcy jest na cenzurowanym. Demontaż państwa prawa zwrócił uwagę naszych partnerów z Unii Europejskiej. Najpierw Komisja Europejska rozpoczęła procedurę sprawdzającą stan państwa prawa w Polsce , a potem premier Beata Szydło została wezwana „na dywanik” do Parlamentu Europejskiego. Podkreślmy, że są to działania bezprecedensowe w stosunku do dużego kraju unijnego. Unii zdarzało się ostro naciskać na małą Austrię, czy Węgry, ale nigdy nie na kraj „wielkiej szóstki”. Sam fakt rozpoczęcia procedury sprawdzającej przez Komisję Europejską był świadectwem słabości polskiej dyplomacji, która nie potrafiła zablokować działań Unii. Głos polskiego rządu został jawnie zlekceważony i publicznie zdezawuowany przez wielu polityków europejskich (np. szefa Parlamentu Europejskiego Martina Schulza).

Skalę słabości polskiej dyplomacji w pełni zobrazowała jednak sprawa raportu Komisji Weneckiej. Naciskany, również przez Amerykanów, rząd zwrócił się do Rady Europy, organizacji zajmującej się promocją i ochroną praw człowieka oraz demokracji, o opinię prawną w sprawie zmian w Polsce. Rząd zdecydował się na ten krok, mimo iż dla zdecydowanej większości obserwatorów od początku było jasne, że na gruncie prawnym atak PiS na Trybunał Konstytucyjny w Polsce jest nie od obrony. Gdy ujawniona została wstępna wersja raportu, rząd rozpoczął intensywne działania dyplomatyczne żeby złagodzić jego ostateczną wersję. Na posiedzenie Komisji do Wenecji pojechała bardzo duża delegacja, na czele z wiceministrem Konradem Szymańskim. Wrócili na tarczy. Nie dość, że nie byli w stanie przekonać Komisji do swoich racji, to jeszcze wymowa raportu została wzmocniona, gdyż do ostatecznej wersji dodano odniesienie do wyroku Trybunału z 9. marca.

…jej przyczyny…

Podstawową przyczyną słabości dyplomacji rządów PiS jest jej całkowite podporządkowanie polityce wewnętrznej. Beata Szydło w Parlamencie Europejskim mówiła do własnego elektoratu, a nie do europosłów – polityczne slogany mieszała z łatwymi do sprawdzenia kłamstwami (np. o liczbie uchodźców, których rzekomo przyjęła Polska). To wystąpienie dobrze wyglądało w telewizji, ale nie dało się obronić merytorycznie. Potrzeby polityki wewnętrznej wygrały też na marcowym szczycie Rady Europejskiej, kiedy na wniosek Polski w końcowym tekście porozumienia znalazła się poprawka, że nie ma nowych zobowiązań w zakresie relokacji uchodźców. W obecnej sytuacji walka o tego typu zapisy, kompletnie nie ma sensu.

Również wiele z zachowań ministra Witolda Waszczykowskiego, który zaliczył w ciągu kilku miesięcy urzędowania rekordową liczbę wpadek, można wytłumaczyć raczej chęcią przypodobania się Jarosławowi Kaczyńskiemu, niż realizacją polskich interesów państwowych. Jakiż bowiem mieliśmy interes w ośmieszającym wystąpieniu z oficjalną notą dyplomatyczną w sprawie karykatury Kaczyńskiego na karnawałowej paradzie w Niemczech? Jakiż polski interes kazał Waszczykowskiemu nazwać szefa europarlamentu „słabo wykształconym lewakiem”, a szanowanego amerykańskiego senatora Johna McCaina oskarżyć, że działa z inspiracji ludzi źle życzących Polsce?

Jak słusznie zauważył w tygodniku „Polityka” Łukasz Wójcik, aktywność ministra sprowadza się do obrony „dobrej zmiany” przed światem zewnętrznym, co jest zadaniem wykraczającym ponad jego siły, być może ponad siły czyjekolwiek. Nie tyle więc realizuje priorytety polityki zagranicznej, co raczej odpowiada na potrzeby prezesa.

 … i konsekwencje.

Konsekwencje dyplomatycznej katastrofy są już widoczne. Wpływowy niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemaine Zeitung” w niedzielnym wydaniu zaproponował przeniesienie szczytu NATO z Warszawy do Rygi albo Wilna. Prasa amerykańska pisze o rosnącym zaniepokojeniu władz amerykańskich sytuacją w Polsce. Może się więc okazać, że w najbliższych tygodniach polski rząd będzie walczył nie o jak najlepszy wynik szczytu, ale o to, żeby się w ogóle w Polsce odbył.

Podobnie na forum Unii. Zamiast realizować pozytywne cele polityki zagranicznej (forsowanie unii energetycznej, czy aktywnej polityki wobec Ukrainy) musimy się bronić, tłumaczyć i zabiegać o poparcie w Budapeszcie. Wsparcie Węgier może się bowiem okazać jedyną ochroną przed możliwymi sankcjami unijnymi, którymi ostatecznie może się zakończyć „procedura kontroli praworządności”. Raport Komisji Weneckiej będzie z pewnością podstawą do wydania przez KE zaleceń dla Polski – jeśli ich nie wdrożymy narażamy się na unijne kary, z odebraniem prawa głosu w Radzie UE włącznie. To na razie odległa perspektywa, ale ustawiająca nas na długi czas w pozycji klienta Węgier i Wiktora Orbána.

Fatalna pozycja międzynarodowa Polski grzebie też szansę na zbudowanie regionalnego sojuszu na czele z Polską. Prowadząc walkę jednocześnie z Rosją, Niemcami, Brukselą i Waszyngtonem, jesteśmy skazani na polityczną porażkę i trudno uwierzyć, że ktokolwiek zechce polec razem z nami. Na pewno nie będą to Skandynawowie, na pewno nie będą to Bałtowie. Kiedyś ze Szwecją z sukcesem forsowaliśmy projekt Partnerstwa Wschodniego, dziś jest to zupełnie niewyobrażalne. Przywiązany do idei praw człowieka rząd w Sztokholmie nie będzie współpracować z łamiącymi zasady demokracji władzami w Warszawie.

„Dobra zmiana” przyniosła więc największe osłabienie pozycji politycznej Polski na arenie międzynarodowej od lat. Walcząc o sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego rząd może doprowadzić do całkowitego paraliżu możliwości realizacji polskich interesów narodowych na świecie. Jak słusznie zauważył Marcin Meller, rząd Polski jest jak kierowca, który jedzie pod prąd na autostradzie i szczerze się dziwi, że wszyscy na niego trąbią. Oby Jarosław Kaczyński zatrzymał się w porę, zanim dojdzie do czołowego zderzenia.

Czytaj również
  • Jacek

    Nic dodać nic ująć, trzeźwe spojrzenie autora tekstu na aktualną sytuację. Jeśli tak będzie nadal, to KE zrobi nam psikusa i w przyszłości procedura badania praworządności może być badana jednocześnie w Polsce i na Węgrzech, co spowoduje, że weto Węgier stanie się bezpodstawne i jakieś realne sankcje mogą się pojawić.