Nieznośna ideolo

Drukuj

Nie, Leszku, po stokroć nie! Do dobrego rządzenia krajem nie jest potrzebna ideologia, tylko pragmatyzm, świadomość ograniczeń i pewien zasób kompetencji profesjonalnych. Co więcej, nadmierna wierność określonym koncepcjom ideologicznym zamyka nas na ludzi o innych poglądach i pogarsza jakość rządzenia. Tuskowi i Platformie Obywatelskiej nie stawiałbym więc zarzutów o bezideowość, ale raczej o to, że nie potrafili naprawić służby zdrowia, odkładali reformy górnictwa, nie dokończyli reformy nauki, rozmontowali system emerytalny.

Drogi Leszku,

z wielkim zainteresowaniem przeczytałem na stronie Krytyki Politycznej Twoją rozmowę z Cezarym Michalskim. Strasznie długa, ale warta lektury. Tym bardziej, że mi podniosła ciśnienie w dzisiejszy ponury i pochmurny poranek, lepiej niż „arabica z doskonale wyselekcjonowanych ziaren”. W szczególności rozdrażniła mnie Twoja krytyka „bezideowości” Platformy Obywatelskiej, zamykająca się w haśle „ciepłej wody w kranie”. Nie po raz pierwszy zresztą, poddajesz „politykę ciepłej wody” druzgocącej ocenie, zarzucasz jej brak wyrazistego celu rządzenia i „populizm antypolityczności”. Podśmiewasz się z platformerskich haseł o budowaniu mostów zamiast robieniu polityki.

Nie, Leszku, po stokroć nie! Do dobrego rządzenia krajem nie jest potrzebna ideologia, tylko pragmatyzm, świadomość ograniczeń i pewien zasób kompetencji profesjonalnych. Co więcej, nadmierna wierność określonym koncepcjom ideologicznym zamyka nas na ludzi o innych poglądach i pogarsza jakość rządzenia. Tuskowi i Platformie Obywatelskiej nie stawiałbym więc zarzutów o bezideowość, ale raczej o to, że nie potrafili naprawić służby zdrowia, odkładali reformy górnictwa, nie dokończyli reformy nauki, rozmontowali system emerytalny.

Swego czasu mieliśmy obaj przyjemność słuchać wystąpienia Benjamina Barbera, autora książki „Gdyby burmistrzowie rządzili światem”. Jedną z jego tez była pochwała wartości pragmatyzmu burmistrzów i prezydentów, skupionych nie na walkach ideologicznych, ale na rozwiązywaniu codziennych problemów mieszkańców: łataniu dziur w drogach, zapewnianiu wywozu śmieci, ciepłej wody w kranie… Przeciwstawiał pragmatyzm polityce, innowacje ideologii, a poszukiwanie rozwiązań dla konkretnych problemów dyskusji o suwerenności. Zdawało mi się wtedy, że podobały Ci się te słowa. Teraz najwyraźniej podobają Ci się już mniej.

Ja pozostaję pod wpływem tej wizji polityków zajmujących się „zarządzaniem, a nie rządzeniem”. Marzę o ministrze edukacji, który zgodnie z ideą evidence-based policy, prezentację pomysłów na zmiany w tym sektorze uzasadnia wynikami wieloaspektowych badań i studiów porównawczych,  a nie ideologicznym bełkotem. Chciałbym, aby głównym tematem wystąpień ministra zdrowia były konkretne sposoby na poprawę działania systemu, a nie kwestie dostępu do tych kilku procedur medycznych będących przedmiotem wojny ideologicznej. Chciałbym żeby do rozwiązywania poważnych problemów państwowych realnie włączać wszystkie opcje polityczne, odchodząc od zasady, że rządzący może wszystko, wszak wybrany jest z woli suwerena.

Tego jednak nie da się osiągnąć, gdy kraj rozdarty jest ostrym sporem ideologicznym. Można to zrobić tylko wtedy gdy za podstawę działań politycznych bierze się chęć sprawnego zarządzania państwem, a nie formowania go na kształt swoich wyobrażeń ideologicznych. Zgadzam się z Tuskiem, że na tym etapie rozwoju, na którym jesteśmy, potrzebni nam są raczej sprawni, profesjonalni administratorzy, a nie wielcy wizjonerzy. Żeby poskładać państwo po tragedii w Smoleńsku nie trzeba było „ideolo”, tylko chłodnej głowy i zdolności organizacyjnych. Żeby przeprowadzić kraj w miarę suchą stopą przez kryzys gospodarczy, trzeba było wiedzy i intuicji ekonomicznej oraz łutu szczęścia. Żeby załatwić Polsce duży kawałek tortu unijnych dotacji, trzeba było umiejętności negocjacyjnych i właściwego człowieka na właściwym stołku w Komisji Europejskiej. Żeby odpowiednio zareagować na rosyjską napaść na Ukrainę, potrzebne były odpowiednie kadry w dyplomacji i ministra, który ma silną pozycję w Europie…

I dlatego przychylam się do zdania Twojego rozmówcy, że „Platforma nie rządziła źle. To było zadowalające zarówno na szczeblu centralnym, jak też na poziomie samorządu i miast. Może mam za małe oczekiwania wobec Polski, ale to na pewno nie była to Polska w ruinie”. Być może ja też mam zbyt małe oczekiwania, ale w kontekście dzisiejszej władzy i sposobu jej sprawowania, zaczynam z coraz większym sentymentem tęsknić do Tuska i jego „ciepłej wody”.

Sam się śmiałem z narracji proponowanej przez Sienkiewicza, którą tak zgrabnie ująłeś w stwierdzeniu: „Rządzimy i to jest dobre, a już szczególnie dobre jest to, że rządzimy my, a nie PiS. Tak jest dobrze dla Polski i dla was, na więcej nie możecie liczyć”. Teraz mi nie jest do śmiechu, bo Sienkiewicz miał rację. Polacy poszli szukać bardziej zielonej trawy i dostali piaskiem po oczach.

Dlatego Twoja wiara w moc wielkich idei, które winny kształtować działania rządzących nami polityków jest mi nieznośna. Ideologiczna papka wkładana współobywatelom do głów przez Kaczyńskiego i spółkę, jest w mojej ocenie dostatecznym dowodem, że robienie polityki powinno być bliższe zapewnianiu obywatelom stałych dostaw ciepłej wody, a nie robieniu rewolucji moralnych, narodowych, czy nawet liberalnych.

Pozostaje szczerze oddany,

Tomek Kamiński

PS. Pamiętasz słowa Tuska o ocenie rządów PO, z grudniowego wywiadu dla „Polityki”: „jak zawsze, nie tylko w polskiej historii, już za rok ta ocena będzie lepsza, a za pięć lat będziemy ten okres wspominać z nostalgią”. Myślę, że tak właśnie będzie, o ile młode pokolenie polityków tej partii będzie umiało tę nostalgię umiejętnie pobudzić, zamiast stroić się w łatki ideologiczne „chadecji”, „skręcać na prawo”, „wracać do korzeni” albo jakieś inne „ideolo-trolololo”.

Czytaj również
  • Sauelios

    Barberowi chodzi o to, by ostatecznie zaorać narody, żeby przerobić obecny świat na świat bez granic, rzecz jasna z wyjątkiem państwa leżącego w Palestynie, które otacza się murem wyższym niż mur berliński. Barber szerzy ideologię globalizmu, nie ma bowiem żadnego organizmu, który nie kierowałby się ideologią. Wiara w to, że da się funkcjonować bez ideologii i załatwiać problemy poprzez zarządzanie, nie ma pokrycia w rzeczywistości.

    A przede wszystkim nie było żadnej katastrofy w Smoleńsku, bo nie było prezydenckiego lotu do Smoleńska ani pancernej brzozy albo n wybuchów.

    • mf

      a ten Pan znowu o Smolensku …