Polityka „prima sort”, czyli 6 grzechów głównych PiS-u

Drukuj

Pojawił się pierwsze sondaże, w którym poparcie dla PiS spada, aż o 10 punktów procentowych od wyborów. Biorąc pod uwagę, że to ledwie kilka tygodni, możemy mówić o prawdziwej katastrofie wizerunkowej. Żaden rząd w ciągu ostatnich 20 lat nie zużywał swojego kapitału politycznego w takim tempie. Czym tak nagrzeszył PiS w oczach wyborców? Co musi zrobić, żeby odwrócić trend?

Każda zwycięska partia może liczyć na powyborczy wzrost poparcia w sondażach – w politologii nazywamy to „efektem miesiąca miodowego”. Okres trwania tego efektu jest oczywiście różny i zależy od tego jak szybko rządzący trwonią swój kapitał polityczny. Z reguły efekt ten trwa jednak co najmniej kilka miesięcy. Dla przykładu poparcie dla Platformy Obywatelskiej na fali powyborczego entuzjazmu w roku 2011 sięgnęło na koniec roku aż 45%, czyli było o niemal 6 punktów procentowych wyższe niż w jesiennych wynik wyborczy. W ciągu kolejnego roku trochę spadło, ale jedynie do poziomu z wyborów. Dlatego analizując obecne spadki poparcia dla PiS trzeba uwzględnić jeszcze tę naturalną premię, którą powinni dostać po wyborach. De facto możemy więc mówić o kilkunastoprocentowych stratach, które mogą mieć decydujące znaczenie dla możliwości osiągnięcia dobrego wyniku w kolejnych wyborach. Warto spróbować odpowiedzieć na pytanie, jakie to grzechy popełnił obóz rządzący, że swój kapitał polityczny trwoni w tak ekspresowym tempie.

Pycha. Nie udało się zwycięzcom uniknąć uderzenia „wody sodowej” . Widać to było doskonale w czasie nocnych głosowań w Sejmie, kiedy to protestującej opozycji rezonował rechot rozbawionych posłów PiS. Widać to było gdy wicepremier strofował dziennikarkę telewizyjną, zamiast odpowiadać na jej pytania. Widać to wreszcie w każdym wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, który nawet nie stara się kokietować szerszych grup wyborców, kierując swoje słowa wyłącznie do „twardego” elektoratu. Nawet jeśli usłużni komentatorzy tłumaczą potem, że stwierdzenia „najgorszy sort” czy „Gestapo”, to były słowa wyrwane z kontekstu, nie przykryją tym negatywnego odbioru społecznego tych słów. Ludzie czują, że to jest język znamionujący najwyższy stopień pogardy jaki zwycięzca wyborów może okazać swoim przeciwnikom politycznym.

Łgarstwo. Miało nie być Macierewicza w rządzie, a jest. Miały być rządy tandemu Duda-Szydło, a oboje są w całkowitym cieniu Jarosława Kaczyńskiego. Miała być koncentracja na potrzebach „zwykłych ludzi”, a jest awantura wokół konstytucji. Miała być partia, która odrobiła lekcję sprzed 8 lat, a jest szalenie agresywna polityka, będąca wersją 2.0. działań PiS z lat 2005-2007. Nic więc dziwnego, że część centrowych wyborców PiS, która uwierzyła w „dobrą zmianę” może się poczuć oszukanych. Pewnie łatwiej byłoby im to przełknąć gdyby te kłamstwa były im dozowane codziennie małą łyżeczką, a nie wylewane wiadrem na głowę tydzień po wyborach.

Chciwość. Człowiek, który do polszczyzny wprowadził określenie „TKM” (młodszym czytelnikom wyjaśniam, że to skrót od „Teraz k… my”) powiela krytykowane kiedyś przez siebie zjawisko obsadzania przez zwycięską partię stanowisk, kierując się podziałem na „my” i „oni”, a nie względami merytorycznymi. Czystki są niezwykle głębokie, a wedle zapowiedzi mają sięgnąć nawet 1600 urzędników korpusu służby cywilnej. Co gorsza, proces jest tak szybki, że zdarzają się błędy kompromitujące PiS nawet w oczach najgorętszych zwolenników. Do nich należały niewątpliwie, szybko wycofane, nominacje dla „sympatyków władców Moskwy” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, czy PKP. Oczywistym jest, że zwycięzca wyborów wymienia część kadr, ale tempo, styl i fatalna jakość niektórych nominacji (np. nowy prezes Orlenu) muszą budzić niechęć.

Nienawiść. Kiedy podczas wiecu prezes Kaczyński wszystkich uczestników marszu zorganizowanego dzień wcześniej przez KOD nazwał „komunistami i złodziejami” to wiedział, że ich obraża. Wyręczył się przy tym zresztą partyjnym kolegą, który dopowiedział te słowa, a prezes tylko potem nazwał je „prawdą o Polsce”. To język nienawiści, którym podsycane są emocje zwolenników rządu. Jest to jednak miecz obosieczny, bo szerokie rzesze Polaków wyczują w tym fałsz nienawistnika, zamiast prawdy o składzie osobowym demonstracji KOD-u. Nienawistników zaś większość osób nie lubi, albo wręcz się ich boi. Tym bardziej, jeśli ta nienawiść zamyka wszelkie kanały rzeczowej, spokojnej rozmowy. Sprawa Trybunału Konstytucyjnego jest tu najlepszym przykładem – PiS nawet nie próbuje osiągnąć jakiegokolwiek kompromisu z opozycją, traktując ją jako niegodną rozmowy.

Bałaganiarstwo. W pierwszych tygodniach rządów PiS komunikacja medialna tej partii woła o pomstę do nieba. Do opinii publicznej kierowane są sprzeczne sygnały, w dużej części niezrozumiałe lub podawane w najgorszym możliwym momencie. Jak można na przykład w przededniu zwoływanego przez opozycję wiecu, detonować bombę medialną w postaci zapowiedzi „wstrzymania” druku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego? Czemu nie zrobiono tego w poniedziałek, zamiast w piątek – jeśli w ogóle musiano to robić? Dlaczego na posiedzenie Trybunału wysyła się zupełnie nieprzygotowanego posła, który najpierw kompromituje się brakiem wiedzy, a potem zapowiada, że sejm podporządkuje się wyrokowi, podczas gdy przywódca partii mówi, że „wyrok nie nadaje się do druku”. Słuszne są więc pytania, zadawane nawet przez sympatyzujących z PiS komentatorów, w stylu: „Czy leci z nami pilot?”. To wszystko potęguje wrażenie straszliwego bałaganu, a ten sprzedaje się w mediach bardzo słabo.

Konformizm. W Polsce utarł się pogląd o tym, że prezydent powinien pełnić rolę „apolitycznego arbitra”, stojącego ponad partyjnymi wojnami. Żaden nigdy taki nie był, ale żaden też nie zdecydował się ostentacyjnie tej roli zakwestionować. Dlatego też konformistyczna postawa prezydenta Dudy wobec woli przywódcy partii, której symbolem było przyjmowanie w nocy ślubowań do świeżo wybranych sędziów TK, jest tak fatalnie odbierana przez Polaków (w ciągu miesiąca dwukrotnie, aż do 40%, wzrosła liczba osób mająca negatywne zdanie o prezydencie!). Grzechy prezydenta są jeszcze wzmacniane przez postawę innych prominentnych polityków PiS, z szefową rządu na czele. Wszyscy oni pokazują całkowite podporządkowanie woli Jarosława Kaczyńskiego. Tego samego Kaczyńskiego, który przez długie miesiące kampanii krył się w drugim szeregu, zdając sobie sprawę z balastu jaki jego negatywny wizerunek publiczny stanowi dla PiS.

Sympatia wyborców, tak szybko utracona, może oczywiście jeszcze do PiS wrócić. Do wyborów jest przecież daleko. Niemniej jednak konieczna jest zasadnicza zmiana sposobu działania, a przede wszystkim refleksja nad przyczynami i skutkami spadku poparcia społecznego. Jak słusznie zauważył Piotr Skwieciński: „zaklinanie rzeczywistości, odmowa dostrzeżenia jej, jest zawsze niebezpieczna – dla zaklinającego.”

Zrozumienie tej prawdy to warunek podstawowy zmiany. Kolejnym krokiem jest zaprzestanie ostentacyjnego grzeszenia przed oczami swoich wyborców i wyciszenie politycznych awantur. Uspokojenie nastrojów da nadzieję na zniszczenie antyrządowej energii działaczy KOD-u i wytrąci z rąk opozycji łatwe narzędzia mobilizacji zwolenników. Umiarkowanie jest w polskiej polityce cnotą, co doskonale zrozumiał Donald Tusk i dlatego jego obóz polityczny rządził aż przez 8 lat. Ludzie w większości nie chcą żyć w poczuciu zagrożenia, w stanie ciągłej wojny, podsycanej codziennie jakimś barwnym bon motem prezesa Kaczyńskiego. Tak naprawdę wolą „ciepłą wodę” od wrzątku.

Nie ukrywam, że jestem też osobiście zainteresowany zmianą zachowań PiS-u i powrotu do normalnej temperatury sporów politycznych. Na Święta zamiast życzeń wyślę do Prezydenta kartkę z pytaniem „Jak żyć?”. Bo już naprawdę mam serdecznie dość tej „dobrej zmiany”.  Nie pociesza mnie wcale, że PiS prawdopodobnie wchodzi na drogę do totalnej klęski w następnych wyborach. Bardziej się martwię, że te powyższe grzechy PiS uniemożliwią tej partii dokonanie jakichkolwiek sensownych reform w Polsce. Szczególnie w takich sektorach jak sądownictwo, czy służba zdrowia gdzie pilne zmiany są niezbędne. Na razie jednak zapowiadają na jutro ustawę paraliżującą prace Trybunału konstytucyjnego. Świetnie. Polityka „prima sort” jest kontynuowana.

Czytaj również