Polska w unijnej strefie spadkowej

Drukuj

„Nikt w Brukseli nie wierzy, że Beata Szydło rządzi w Polsce, a Marek Prawda, bardzo szanowany ambasador Polski przy UE, został odwołany z przyczyn politycznych”. Tak wpływowe brukselskie „Politco” uzasadniło niską ocenę aktualnej pozycji politycznej Polski w Unii w opublikowanym właśnie rankingu. To kolejny głos potwierdzający tezę, że nasz kraj „wstając z kolan, upadł na głowę”.

power matrix_gif

Mierzenie pozycji politycznej danego kraju w Unii Europejskiej jest bardzo trudne. Oczywiście jeśli chce się ten pomiar wykonać na poważnie, a nie zadowalając się wygodnym stwierdzeniem, że „ w Unii o wszystkim decydują Niemcy”. Rzeczywistość europejska jest bowiem dużo bardziej skomplikowana, a rozkład sił bynajmniej nieoczywisty. Oprócz państw członkowskich dużo do powiedzenia ma też Komisja Europejska, a po Traktacie z Lizbony wzrosło znaczenie Parlamentu. Wyliczając więc tylko kilka najważniejszych czynników składających się na siłę wpływu państwa członkowskiego wymienić należałoby: jego wielkość i potencjał gospodarczy, siłę głosu w Radzie Unii Europejskiej, liczbę posłów w Parlamencie i ich polityczną pozycję w największych frakcjach parlamentarnych, liczbę urzędników średniego i wyższego szczebla w Komisji Europejskiej i innych instytucjach unijnych, pozycję polityczną i autorytet premiera/prezydenta oraz stałych przedstawicieli w Brukseli, czyli ambasadorów odpowiedzialnych za bieżące kontakty z instytucjami unijnymi i innymi państwami. Zainteresowanych szczegółami podziału władzy pomiędzy kraje i instytucje unijne odsyłam do bardzo bogatej literatury naukowej na ten temat, w szczególności polecając artykuł z „Is the European Commission Really in Decline?” opublikowany w tym roku w prestiżowym Journal of Common Market Studies.

Ryan Heath, dziennikarz „Politico”, tworząc ranking siły politycznej państw członkowskich nie zdecydował się na przygotowanie kompleksowej analizy – wziął pod uwagę jedynie dwa ostatnie wspomniane przeze mnie czynniki. Badając jedynie pozycję przywódcy państwa oraz ambasadora akredytowanego przy UE nie otrzymamy wiarygodnego wyniku, tym samym więc ranking „Politico” nie może być traktowany zupełnie poważnie. Z czego zresztą jego twórca zdaje sobie sprawę pisząc, iż tego typu rankingi mają więcej wspólnego ze „sztuką” niż z „nauką”. Nie oznacza to jednak, że zestawienie Heatha nie przedstawia żadnej wartości i można je lekceważyć. Wręcz przeciwnie – powinniśmy potraktować je jako ważne świadectwo poglądów brukselskich „insiderów”, które powinno skłonić do krytycznej refleksji. Tym bardziej, że to przecież nie jest głos odosobniony.

Małpka kataryniarza

Co wynika z rankingu „Politico”? Pozycja premier Szydło w Brukseli jest bardzo słaba. Między bajki można włożyć opowiadania, że świetnie wypadła podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim. Być może wypadła świetnie w oczach własnych wyborców, ale nie polityków europejskich. Trudno zdobyć czyjś szacunek kłamiąc bez gracji o tym, że Polska przyjęła milion uchodźców z Ukrainy. Tą oczywistą nieprawdę zweryfikowano negatywnie w kilka chwili po przemówieniu, a Szydło straciła twarz.

Sytuacji polskiej premier nie ułatwia też fakt, że nie jest postrzegana jako polityk samodzielny, przywódca państwa. Wszyscy wiedzą, że decyzje, również dotyczące okresu zajmowania przez nią fotela premiera, podejmuje Jarosław Kaczyński. W efekcie to z nim spotykają się odwiedzający Polskę przywódcy europejscy, jak David Cameron, czy Wiktor Orban. Zgodnie z zasadą, że jak chcesz coś załatwić z kataryniarzem, to rozmawiaj z samym kataryniarzem, a nie z jego małpką. Bardzo słabą pozycję Beaty Szydło było też widać w czasie jej kwietniowej wizyty w USA, kiedy to w ciągu trzech dni żaden polityk amerykański nie znalazł czasu, żeby się z nią spotkać. Złośliwi mówią, że najwyższym rangą przedstawicielem administracji amerykańskiej, z którym spotkała się premier Polski był urzędnik migracyjny na lotnisku…

Z przywódców dużych krajów europejskich słabiej od polskiej premier oceniony został tylko Hiszpan Mariano Rajoy, który od 5 miesięcy jest „na wylocie” i czeka na powstanie nowego rządu. Dużo wyżej w rankingu sytuują się chociażby Węgry, z mającym bardzo silną pozycję premierem Viktorem Orbanem, czy też mała Dania.

 Prawda w Warszawie, a nie w Brukseli

Sprawę pogarsza fakt, że w ramach politycznej czystki Polska odwołała swojego wieloletniego ambasadora przy UE Marka Prawdę – znakomitego eksperta i cenionego dyplomatę. O jego pozycji osobistej świadczy zresztą fakt, że natychmiast po stracie stanowiska ambasadora został zatrudniony przez Komisję Europejską jako… szef jej przedstawicielstwa w Polsce. Jego następca, Jarosław Starzyk, jest również doświadczonym dyplomatą, w przeszłości zajmującym się sprawami unijnymi, ale przez ostatnie 7 lat był z dala od tych spraw, na placówce w Bernie. To sprawia, że jego pozycja jest i przez jakiś czas jeszcze będzie słaba, bo brukselskie doświadczenie i znajomości są dla skutecznej pracy ambasadora kluczowe. Nie wystarczy bowiem mieć dobrze sprecyzowane interesy i głośno ich bronić, trzeba jeszcze umieć wprawić brukselską machinerię w ruch. Fatalny wizerunek nowego rządu w Brukseli nie ułatwi ambasadorowi Starzykowi tego zadania. W efekcie w rankingu „Politico” słabiej niż polski ambasador zostali ocenieni jego koledzy z Grecji, Rumunii i Bułgarii.

Spadamy do II ligi

Wnioski są więc dla Polski bardzo smutne. Z kraju, który przez kilka lat w Europie grał w pierwszej lidze najbardziej wpływowych członków Unii, staliśmy się kandydatem do spadku do drugiej ligi. Poprzedni rząd potrafił wynegocjować największą pulę środków w unijnym budżecie, zainicjować wspólnie ze Szwecją program Partnerstwa Wschodniego, który był impulsem dla proeuropejskich przemian na Ukrainie, czy też przekonać wszystkie państwa członkowskie do mianowania Polaka na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, czyli najwyższego rangą przedstawiciela Unii. Obecny rząd tłumaczy się w Europie z łamania zasad państwa prawa, przewodniczącemu Rady Europejskiej grozi Trybunałem Stanu (posłowie PiS idą w groźbach jeszcze dalej), a kiedy w lutym tego roku USA oraz państwa europejskie wysłały list do rządu w Kijowie wzywający do intensyfikacji reform, polski ambasador nie został nawet zaproszony do jego podpisania (co niedawno wydawałoby się wręcz niewyobrażalne). Ranking w „Politico” tylko potwierdza ten spadek znaczenia naszego kraju w Unii. Fatalny w kontekście czekających nas wyzwań: kryzysu migracyjnego, niepewnego kierunku rozwoju relacji UE z Rosją, budowy Unii Energetycznej, powstrzymania tendencji do wykluczającej Polskę ściślejszej integracji krajów strefy euro, obrony polskiej koperty finansowej w ramach przeglądu obecnego budżetu unijnego, co będzie tylko przygrywką do negocjacji budżetu na lata 2021-2027. Miejmy nadzieję, że obóz rządzący przejrzy na oczy i spróbuje odwrócić niekorzystne tendencje. Na razie jak zbuntowany nastolatek cieszy się „suwerennością”, którą pozwala mu konfliktować się ze wszystkimi wokół i pędzić motorem pod prąd na autostradzie nie przejmując się, że na niego trąbią i pukają się w czoło. Pół biedy już, że ta jazda cofnie nas w rozwoju, gorzej, że może skończyć się rozbiciem motoru.

Czytaj również