W todze, ale z polityczną pasją – recenzja książki „Polska polityka wschodnia 1989-2015”

Drukuj

Książka prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego pt. „Polska polityka wschodnia 1989-2015. Wymiar narodowy i unijny” jest żywym dowodem na to, że tak jak różnią się profesje kryminalisty i kryminologa, tak i odrębne winny być perspektywy polityka i politologa. W omawianej pracy te światy się łączą, przez co niezmiernie trudno o jej jednoznaczną ocenę, a łatwo o krytykę lub zachwyt, w zależności od przyjętego punktu widzenia.

Trudno się recenzuje prace swoich mistrzów. Odwrócenie naturalnego układu, w którym to mistrz ocenia ucznia, wymusza lawirowanie pomiędzy co najmniej dwoma niebezpieczeństwami. Pierwszym jest nadmierna łagodność oceny wynikająca z aprobującego podziwu dla dokonań nauczyciela lub strachu przed jego gniewem. Drugim jest nadmierna surowość, wynikająca z naturalnej tendencji do zawieszania poprzeczki oczekiwań na poziomie wyższym, niż w stosunku do kogokolwiek innego. Mając tego świadomość przez ponad trzy tygodnie biłem się z myślami, czy wchodzić na tak bagnisty grunt. Ostatecznie jednak skoro poprosiłem Ośrodek Myśli Politycznej z Krakowa o darmowy egzemplarz recenzencki, to muszę zmierzyć się z konsekwencjami tej prośby i nie wolno mi się od recenzji uchylać. Tym bardziej, że książka jest ważna, a autor jest osobą bardzo znaczącą w środowiskach intelektualnych związanych z prawicą, doradcą szefa MSZ i czołowym publicystą Gazety Polskiej.

Co mi się w książce podoba?

Każdy kto choć raz słuchał lub czytał prace prof. Żurawskiego vel Grajewskiego z pewnością się zgodzi, że jest to mówca i pisarz wybitny. Zachwyca erudycją, uwodzi piękną polszczyzną, jego narracja jest zawsze klarowna jak najprzedniejsze wytwory mistrzów miodosytnictwa, w których gustuje. Nie inaczej jest w przypadku tej książki. Przeczytałem ją w dwa wieczory, bo lektura była przyjemna i wciągająca. Autor bardzo dba o precyzję słowa, ale jednocześnie stara się unikać hermetycznego, specjalistycznego języka, co bardzo ułatwia lekturę również osobom spoza świata akademickiego.

Struktura książki jest przejrzysta. W rozdziale pierwszym autor dokonuje przeglądu polskiej polityki zagranicznej w stosunku do wszystkich wschodnich sąsiadów, a także krajów leżących na orbicie polskiej polityki wschodniej tj. Gruzja, czy Mołdawia.  Szczególnie ciekawe, są rozdziały-miniatury poświęcone bardzo rzadko opisywanym stosunkom właśnie z tymi mniejszymi krajami leżącymi na Wschodzie. Jak celnie zauważa autor w tytule rozdziału poświęconego Łotwie, „o Inflantach” mniej wiemy niż o Chinach. Co jest prawdą i dotyczy pewnie jeszcze kilku innych krajów w naszym najbliższym sąsiedztwie. O stosunkach z Rosją wiemy z całą pewnością więcej, niemniej jednak niejednego czytelnika zaskoczy lista 34 konfliktów/problemów w relacjach z Moskwą po 1989 roku, obalająca mit o zdeterminowaniu polskiej polityki przez kwestie historyczno-symboliczne.

W rozdziale drugim opisany jest udział Polski w tworzeniu polityki wschodniej Unii Europejskiej. Najpierw szczegółowo opisana jest koncepcja tzw. „wymiaru wschodniego” UE zgłoszona przez Polskę jeszcze przed akcesją. Następnie przedstawione są działania podejmowane po 2004 roku, ze szczególnym uwzględnieniem Partnerstwa Wschodniego, sztandarowej inicjatywy politycznej Warszawy. Każdy rozdział kończy się podsumowaniem w formie wniosków – z reguły sformułowanych niebanalnie.

Autor uczciwie informuje we wstępie, że praca jest swoistym „recyclingiem naukowym”, gdyż składa się z dwóch rozbudowanych rozdziałów, które były już wcześniej publikowane w pracy zbiorowej. Nie rzuca się to jednak w oczy przy lekturze, gdyż książka przeszła solidną redakcję i jest rzetelnie opracowana pod względem technicznym (indeksy, wykazy skrótów, kolorowe mapy). Sumiennie przygotowane są także przypisy – niezmiernie bogate, zajmujące nierzadko ponad połowę stronicy i to mimo tego, iż autor zrezygnował z podawania pełnych adresów internetowych do przywoływanych w nich źródeł i dat dostępu. We wstępie zresztą przekonywująco broni tej decyzji, wykazując bezużyteczność tych informacji dla czytelnika (data dostępu jest nieweryfikowalna, linki zaś mają często formę „szyfrowanego” ciągu znaków). Bardzo bym sobie życzył, aby inni wydawcy przyjęli tę argumentację i tę linię postępowania.

Bardzo podoba mi się też przyjęty przez autora, rzadko spotykany w pracach naukowych,  „literacki” sposób tytułowania poszczególnych rozdziałów i podrozdziałów. Niektóre są naprawdę świetnie dobrane np. „Bóg swoje czort swoje – polityka Polski wobec Litwy” albo „Niezdecydowane zaloty do śpiącej królewny” dotyczący relacji z Białorusią. Wydaje mi się tylko, że być może w tekście należało mocniej nawiązać do tytułów, a czasem wręcz je wyjaśnić, jak w przypadku „Giedroyc na jagiellońskim szlaku Prometeusza”, który jest dla mnie niezrozumiały (o samym Jerzym Giedroyciu jest książce zaledwie jedno zdanie).

Odnośnie do tez stawianych w pracy, to z wieloma się nie zgadzam, w czym, co do zasady, nie ma niczego złego. Spór i dyskusja naukowa są istotą Uniwersytetu, a otwartość na dobrze udokumentowane tezy kwestionujące nasze dotychczasowe poglądy jest warunkiem rozwoju nauki. Różnica zdań z prof. Żurawskim vel Grajewskim nie zdziwiła mnie zresztą zbytnio w czasie lektury, gdyż miałem okazję stoczyć z autorem niezliczoną ilość dyskusji na temat polskiej polityki zagranicznej. Nasze ostre Facebookowe pojedynki charakteryzowały się tym, że Profesor zawsze wychodził z nich bez szwanku. Jego „magiczna zbroja”, ze stopu erudycji i niezachwianej pewności swoich racji, odbija każdy sztych, nawet ten zdawałoby się kończący walkę. Taka zbroja to skarb dla rycerza na politycznej wojnie, ale pewien ciężar dla naukowca. Dodaje znaczenia i zasięgu tekstowi publicystycznemu, ale ciąży opracowaniu akademickiemu.

Co oceniam  negatywnie?

Profesor Żurawski vel Grajewski ma ostre pióro. Nie stroni od zjadliwej krytyki wielu polskich polityków. Premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu dostaje się za zachowanie w czasie puczu Janajewa, który „skompromitował zdolność przywódcze ówczesnych kierowników polskiej nawy państwowej”. Radosławowi Sikorskiemu za aferę taśmową, która „odebrała mu zdolność skutecznego reprezentowania interesów RP na forum międzynarodowym”. Prezydent Bronisław Komorowski pojawia się w pracy jedynie 3 razy, wyłącznie w negatywnym świetle: zlekceważony przez prezydenta Ukrainy, gdy ten odwołał z nim spotkanie, obrzucony jajami w czasie wizyty w Łucku, psujący relacje z Litwą poprzez „reset” stosunków z Rosją.

Z akademickiego punktu widzenia trudno tego typu sformułowania obronić. Przecież, dla przykładu, aktywność prezydenta Komorowskiego w kreowaniu i realizacji polityki wschodniej, szczególnie wobec Ukrainy, zasługuje z całą pewnością na inne przedstawienie. Na Ukrainie był kilkanaście razy, prowadził dialog z władzami ukraińskimi nawet gdy większość przywódców europejskich bojkotowała prezydenta Janukowycza, bardzo mocno lobbował za podpisaniem umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina, został nawet zaproszony do wystąpienia w ukraińskim parlamencie, gdzie wygłosił bardzo dobrze przyjęte przemówienie. A o tym w pracy nie ma.

Równie ostre są niektóre formułowane wnioski. Czytamy więc o „faktycznym zaniku samodzielnej polskiej polityki wschodniej w wymiarze strategicznym”, o „redukcji ambicji”, „poszukiwaniu możnego promotora” i „dostosowywaniu się do jego polityki”. Polityka „ocieplania relacji” z Rosją pokazywana jest jako historyczny błąd rządu PO, który sprawił, że pogorszyły się nasze relacje z Litwą i Ukrainą. Wszystkie te tezy obserwatorowi polskiej sceny politycznej są dobrze znane, niemniej jednak ich obecność w książce naukowej wymagałaby jednak szerszego uzasadnienia i odniesienia do argumentów tych badaczy, którzy rysują zupełnie inny obraz polskiej polityki zagranicznej.

A tych jest naprawdę sporo.  Szczególnie w rozdziale drugim, który jest poświęcony tematyce unijnej, rzuca się w oczy, że autor pominął istotną część literatury przedmiotu, zwłaszcza tej anglojęzycznej, która jest przecież bogata. Dla przykładu, zarówno polska prezydencja w UE w 2011 roku, jak i wpływ Polski na powstanie i funkcjonowanie Partnerstwa Wschodniego, były przedmiotem licznych badań zachodnich naukowców, publikowanych w znaczących czasopismach. W pracy pominięte zostały też niektóre ważne polskie prace np. książka Agnieszka Cianciary Partnerstwo Wschodnie 2009-2014 : geneza, funkcjonowanie, uwarunkowania, czy też artykuł Moniki Sus oceniający wpływ polskiej prezydencji na politykę zagraniczną UE (Polish Role in Shaping the EU Foreign and Security Policy during its Council Presidency in 2011, Yearbook of Polish European Studies, 17/2014). Wyłaniający się z tych badań obraz wpływu Polski na politykę wschodnią UE różni się zasadniczo od tego co przedstawia profesor Żurawski vel Grajewski. Tym większa szkoda, że nie przytoczył tych badań i nie podważył ich wyników, jeśli się z nimi nie zgadza. Ten brak dyskusji naukowej z tezami stawianymi przez innych badaczy (w celu obrony swoich racji), jest w mojej ocenie najpoważniejszym mankamentem recenzowanej książki.

Znajduje się w niej także kilka drobniejszych błędów, które warto byłoby poprawić gdyby książka miała być wznawiana.

1.   Nie jest prawdą, że budżet unijny nie stał się źródłem finansowania inwestycji infrastrukturalnych w zakresie dywersyfikacji dostaw energetycznych dla Polski i regionu. W latach 2007-2013 UE finansowała tego typu projekty w Polsce,  a w wynegocjowanym przez rząd PO-PSL pakiecie unijnego wsparcia dla sektora energetycznego na lata 2014-20 tych środków jest jeszcze więcej.

2. Niesłusznie zmarginalizowana została w książce kwestia organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Autor podśmiewa się ze znaczenia EURO 2012 dla relacji polsko-ukraińskich oraz dla budowania pozytywnego wizerunku Ukrainy w Europie. Opiera się przy tym na jednej zaledwie analizie Ośrodka Studiów Wschodnich, a pomija całą olbrzymią literaturę naukową dotyczącą politycznego znaczenia tzw. „mega-eventów” sportowych, opinie samych Ukraińców,  czy też analizy poważnych mediów zagranicznych (Are international football tournaments curse or boon?, The Economist, 1.07.2013). Opisując zaś pomysł bojkotu ukraińskiej części mistrzostw, z uwagi na przetrzymywanie w więzieniu Julii Tymoszenko, nie potrafi przyznać, że był to fatalny dla stosunków polsko-ukraińskich pomysł, do którego najgłośniej wzywała ówczesna opozycja z Jarosławem Kaczyńskim na czele

3. Trochę szkoda, że autor nie zdecydował się w rozdziale drugim na porównanie koncepcji „wymiaru wschodniego” ze wdrożonym później Partnerstwem wschodnim. Jasne wyodrębnienie punktów stycznych i różnic, byłoby bardzo cenne i pozwoliłoby sformułować wnioski dotyczące ciągłości założeń polskiej polityki wschodniej prezentowanych na forum unijnym.

Podsumowanie

Ocena polskiej polityki wschodniej po 1989 roku jest bardzo trudnym wyzwaniem badawczym. Chwała dla autora, że podjął próbę zmierzenia się z tym skomplikowanym i bardzo obszernym  tematem.  Dokonana przez niego synteza najważniejszych wątków w tej polityce jest niewątpliwie bardzo cenna i z pewnością stanie się punktem odniesienia dla innych badaczy. Wywoła też niewątpliwie interesującą dyskusję naukową, do której przyczynkiem mam nadzieję będzie niniejszy tekst.

Książka jest silnie zabarwiona politycznie, co może szkodzić jej w wymiarze naukowym, ale z pewnością będzie atutem z perspektywy wielu czytelników. Ostre, kontrowersyjne tezy profesora Żurawskiego vel Grajewskiego budzą emocje i sprawiają, że pracę dobrze się czyta. Niewątpliwie jest ona lepsza od zdecydowanej większości polskich „książek naukowych”, które może i nie budzą kontrowersji, może ściślej się trzymają przyjętych standardów akademickich, ale są tak niestrawne, że nikt ich nigdy do końca nie przeczyta. A już na pewno nie z przyjemnością. Z tą książką tego problemu mieć Państwo nie będziecie. Nawet jeśli niedoskonała naukowo, to literacko broni się w pełni. Wielu z pewnością zachwyci. Niektórych mocno zdenerwuje.

 

Czytaj również