Wiatr w europejskie sztandary opozycji – wnioski z #marsz7maja

Drukuj

Jak tu nie kochać Polski? Podczas gdy w całej Europie rosną nastroje nacjonalistyczne i niechęć do Unii Europejskiej, w kraju nad Wisłą olbrzymia grupa obywateli (mniejsza już ilu nas było dokładnie, bo tego przecież nikt nie umie policzyć) wychodzi na ulicę Warszawy, żeby manifestować swoje przywiązanie do idei europejskich. To była prawdopodobnie największa pro-unijna demonstracja w Europie od czasu kijowskiego Majdanu. Co z niej wynika?

Analizując znaczenie wczorajszej demonstracji chciałem zwrócić uwagę na pięć rzeczy:

1. Skuteczność KOD-u i partii opozycyjnych w zmobilizowaniu ludzi pod sztandarami Unii Europejskiej dowiodła, że na podziale na „proeuropejskość” i „antyeuropejskość” można bardzo dużo politycznie wygrać. Ta narracja polityczna, że „my jesteśmy za UE”, a PiS jest „przeciw UE” będzie dla obozu rządzącego zabójcza, bo zdecydowana większość Polaków ulokuje się w tym pierwszym obozie (poparcie dla członkostwa sięga 90%). Jarosław Kaczyński zdaje sobie z tego sprawę, dlatego od kilku dni stara się bardzo mocno podkreślać proeuropejskość PiSu, między innymi w nowym spocie tej partii, zresztą bardzo dobrze zrobionym. Nie jestem jednak przekonany, czy będzie w tym dla ludzi wiarygodny i wyjdzie z tej pułapki. Po tylu atakach na Unię i jej przywódców? Po wyniesieniu unijnych flag z Kancelarii Premiera? Po groźbie przeprowadzenia referendum dotyczącego wyjścia Polski z Unii, która padła na Twitterze posła Krasnodębskiego i rozniosła się lotem błyskawicy? Opozycja powinna więc „chwytać w żagle europejski wiatr” i konsekwentnie starać się spychać PiS do antyeuropejskiego narożnika – ta strategia może się politycznie opłacić, czego dowodzi mobilizacja społeczna na wczorajszym marszu.

2. Sztandar UE jest bardzo wygodnym miejscem spotkania dla wszystkich partii opozycyjnych. Mimo dzielących je różnic programowych, idea europejska jest wspólnym mianownikiem, który pozwala się bezkonfliktowo spotkać ich sympatykom i wspólnie maszerować. Pozwala to też formułować przekaz pozytywny i uciekać od zarzutu, że opozycja jest jedynie „anty-PiSem”. Swoją drogą jestem naprawdę zaskoczony postawą opozycji, która zamiast walczyć ze sobą na śmierć i życie, szuka dróg do współpracy i porozumienia. Przykładem tego jest ruch „Wolność, Równość, Demokracja”, który ma być parasolem dla wszystkich partii opozycyjnych. To jest nowa jakość w polskiej polityce, coś czego jeszcze nie było. Wielka w tym zasługa osobista lidera KOD-u, Mateusza Kijowskiego. W moich oczach urasta on do rangi wielkiego społecznego lidera, który potrafił stworzyć oddolny ruch obywatelski, imponujący swoim rozmiarem i rozmachem, tworzący platformę do działania dla tysięcy Polaków, którzy nie chcą być członkami partii politycznych. Polecam Państwu rozmowę jaką przeprowadził z nim w zeszły piątek Marcin Celiński.

3. Największym wygranym marszu wydaje się być Platforma Obywatelska. Dzisiejsza demonstracja była dla niej szansą na pozbycie się łatki „partii obciachowej” i zrobienie kroku ku wyjściu z politycznego czyśćca, do którego PO wpadła po wyborach. Widziałem wczoraj w Warszawie wielu, bardzo wielu ludzi niosących dumnie sztandary PO – a przecież jeszcze nie tak dawno prawie nikt się do sympatyzowania z tą partią nie chciał przyznać, bo to narażało na śmieszność. Platforma wykonała dużą pracę organizacyjną, wydała sporo pieniędzy (stać ich, bo dostają potężną dotację budżetową), rozruszała swoje struktury i dała członkom poczucie sukcesu. Po dwóch przykrych porażkach wyborczych jakiś sukces był potrzebny tej partii jak tlen. I tlen został podany. Zobaczymy na ile wystarczy.

4. Wielotysięczny marsz pod europejskimi sztandarami odbił się bardzo szerokim echem w świecie. Relacje zamieściły wszystkie najważniejsze media: od Die Welt i Le Soir, po BBC. Demonstracja zainteresowała nawet portale z tak dalekich krajów jak Ghana i Malezja, bo liczba 240 tysięcy demonstrantów robi wrażenie. To bardzo dobra informacja dla Polski, bo jest w naszym interesie przekonanie zachodnich partnerów, że w naszym kraju istnieje silna, pro-europejska elita, którą warto wspierać, z którą warto współpracować. Dziś potrzebujemy tego wsparcia, bo zewnętrzny nacisk na rząd będzie jednym z kluczowych czynników, które mogą zawrócić rząd ze ścieżki łamania zasad państwa prawa. Kaczyński może lekceważyć wielotysięczne demonstracje, ale silnego nacisku z Waszyngtonu i Brukseli na dłuższą metę nie będzie mógł tak łatwo ignorować.

5. Obserwowanie reakcji strony rządowej na marsz opozycji dało mi dużo radości. I wcale nie śmiałem się z prezesa Kaczyńskiego, który akurat w sobotę o 13 „odkrywał internety”, bo przecież lepiej późno niż wcale. Wcale nie przejąłem się zmanipulowanymi zdjęciami pokazującymi „rzeczywistą liczbę demonstrantów”. Najbardziej rozbawił mnie poseł Joachim Brudziński, który napisał na Twiterze: „30 tys uczestników dzisiejszego marszu KOD Platformy # MegaPorażka # Scheta, nie zmobilizował partii”. Wygląda więc na to, że liderzy PiS-u wierzą we własną propagandę, co jest jednak objawem głupoty, nazywając rzecz po imieniu.

Na koniec jeszcze jedna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę. Mimo, że wszyscy uczestnicy podkreślają wspaniałą atmosferę marszu, obecność wielu życzliwych, sympatycznych i uśmiechniętych ludzi, to jednak nie dajmy się temu zwieść. Były też ciemniejsze strony demonstracji. Redaktor Filip Chajzer podał na swoim profilu facebookowym informację, że jego znajoma reporterka TVP została kilkadziesiąt razy zwyzywana przez uczestników marszu. Każe to być bardzo ostrożnym w podkreślaniu „wyższości” marszów KOD-u nad demonstracjami „narodowców”, gdzie też dochodziło do ataków na dziennikarzy. Przykra prawda jest taka, że jak zgromadzi się wiele tysięcy ludzi, to zawsze znajdą się tacy, którzy będą lżyć dziennikarzy nielubianych stacji i wielu innych, którzy będą im na to pozwalać. Miejmy to w pamięci.

PS. Z marszu zapamiętam jeszcze wymyślony przez Skibę taniec „Maciarena”, który polega na tym, że „wszyscy na prawo, a uchodźcy schodzą z parkietu”. Podkładem muzycznym do niego jest utwór „Antoni” z nowej płyty Big Cyca zatytułowanej „Czarne słońce narodu”, z genialnie zaprojektowaną okładką i dużą szansą na stanie się bestsellerem.

Czytaj również