Zapasowe bezpieczniki – Komisja Europejska i Tusk

W sytuacji gdy prezydent nie wykonuje swojej roli strażnika konstytucji, wygląda na to, że dzięki członkostwu w Unii Europejskiej mamy jeszcze zapasowe bezpieczniki. Wykupiona wraz z wejściem do Unii polisa ubezpieczeniowa na wypadek dojścia do władzy ludzi kwestionujących normy demokracji europejskiej zaczyna działać.

Poza Konstytucją RP reguł państwa prawa broni jeszcze Traktat o Unii Europejskiej, a dodatkowym zabezpieczeniem okazuje się też zainstalowanie na prominentnym stanowisku w Brukseli Donalda Tuska. Mediów publicznych to pewnie nie uratuje, ale sądzę, że jesteśmy na dobrej drodze do uratowania przynajmniej niezależności Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawa Trybunału jest kluczowa dla zrozumienia logiki interwencji Komisji Europejskiej. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość nie wyruszyło na wojnę z Trybunałem, to całej tej awantury zagranicą dałoby się uniknąć. Podważenie zasady trójpodziału władzy, ostentacyjne niewykonywanie wyroków sądu konstytucyjnego i podjęcie próby jego sparaliżowania to kroki wykraczające poza granicę tego, co jest tolerowalne w Europie. I to właśnie był główny powód, nie media publiczne, dla którego Komisja Europejska zajęła się Polską i wdrożyła, po raz pierwszy w historii, procedurę „ochrony państwa prawa”. W sensie formalnym na razie niewiele z tego wyniknie, bo rząd Polski ma obietnicę, że Węgry zawetują wszelkie sankcje, jakie ewentualnie będzie chciała na nas nałożyć Unia. W sensie praktycznym jednak można wymienić trzy konsekwencje tego kroku:

  1. Cios wizerunkowy dla rządu. Międzynarodowa interwencja w sprawie Polski odbiera PiSowi argument, że Trybunału w Polsce bronią tylko „komuniści i złodzieje”, drżący przed odebraniem im przywilejów. Wiem, że „Koderzy” protestujący na ulicach śmiali się słysząc takie zarzuty, ale teraz mogą śmiać się jeszcze głośniej. Unia Europejska potwierdziła, że te tysiące ludzi na ulicach to nie zmanipulowany tłum, tylko osoby mające uzasadnione przypuszczenia, że w Polsce dzieją się rzeczy bardzo niepokojące i niszczące dla demokracji.
  2. Konieczność obrony działań nie do obrony. Już nie mogę się doczekać w jaki sposób PiS będzie w Brukseli tłumaczyło się ze wstrzymania zaprzysiężenia trzech legalnie wybranych sędziów sądu konstytucyjnego. Jak wytłumaczą się z ustawy paraliżującej Trybunał? To są działania prawnie nie do obrony, dlatego PiS nawet w kraju nie stara się ich bronić argumentami prawnymi. Zasłania się „wolą narodu” i liczy, że „ciemny lud to kupi”, że zacytuje credo przypisywane nowemu szefowi TVP. W dialogu z Komisją Europejską trzeba będzie dyskutować merytorycznie, na argumenty. To nie tylko nie będzie wygodne dla przedstawicieli rządu, ale może zakończyć się ich totalną kompromitacją, jeśli będą powtarzać bzdury wykorzystywane w debacie wewnątrz kraju.
  3. Tusk wraca do gry. Dla tych wieszczących koniec „ery Tuska” w polskiej polityce mam złą wiadomość. Jego wieloletnia walka z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze nie została zakończona. Nie mam wątpliwości, że Polak przewodniczący Radzie Europejskiej był pierwszym rozmówcą dla polityków brukselskich, gdy Ci chcieli się dowiedzieć, czemu media pokazują tysiące ludzi protestujących na ulicach polskich miast (niecodzienny to przecież widok). Jestem przekonany, że Tusk raczej nie bronił w rozmowie z przewodniczącym Junckerem „dobrej zmiany”, tylko politycznie wykorzystał sytuację. Przecież nikt nie uwierzy, że ta bezprecedensowo szybka decyzja Komisji Europejskiej o wszczęciu specjalnej procedury wobec Polski została podjęta wbrew niemu lub bez jego udziału. Tusk działa w swoim stylu, wyjmując kasztany z ognia rękami innych, samemu zaś w sprawie Polski wypowiada się niechętnie, tonująco i oględnie. Gdyby ktoś go nie znał, mógłby uwierzyć, że mówi w tej sytuacji to, co naprawdę myśli.

Co z tego wyniknie? Myślę, że realnym efektem presji ze strony Brukseli może być wykonanie wyroku Trybunału i zaprzysiężenie przez prezydenta trzech sędziów wybranych przez poprzedni parlament. To dałoby rządowi do ręki mocny argument w rozmowach z Komisją i chyba jest warunkiem niezbędnym dla wyciszenia sporu z Brukselą. Raczej nie uda się cofnąć kwestii podporządkowania zarządów mediów publicznych bezpośrednio rządowi, bo choć nie jest to europejskim standardem, to też nie jest ostentacyjnym łamaniem prawa, jak to ma miejsce w przypadku Trybunału. Komisja więc będzie miała tu dość wątłą podstawę prawną i polityczną do działania.

Spodziewam się także dalszego trwania festiwalu oskarżeń o zdradę narodową w stosunku do osób, które tak jak ja, pozytywnie zareagowały na wieści z Brukseli. Będziemy słyszeli o niedopuszczalności prania brudów zagranicą, o wysługiwaniu się Niemcom, o kalaniu własnego gniazda. Mam na to tylko jedną odpowiedź, zaczerpniętą ze wspaniałych felietonów Kisiela pisanych w czasach „słusznie minionych” na łamach Tygodnika Powszechnego: „Nie ten ptak zły, co własne gniazdo kala, lecz ten, co go kalać nie pozwala”.

Czytaj również
  • eReS

    Dobry tekst. Dwie uwagi: Kisiel parafrazował tylko wiersz Norwida, a co do mediów spodziewałbym się, że kilka zwolnionych osób wykorzysta jednak ścieżkę do wyroku ETPC. Choć może odprawy były wysokie, w końcu to pieniądze „publiczne”.

    • Tomasz Kamiński

      Znam ten wiersz Norwida, ale fraza Kisiela jest dla mnie celniejsza więc zdecydowałem się ją przywołać. W procesy przed ETPC to raczej nie wierzę. Najpierw chyba musieliby pójść do polskiego sądu pracy.

  • Sauelios

    Byli podwładni Donka sami wzięli cały Trybunał, sami są winni, do czego zresztą się przyznali. Niezależność Trybunału? To piękne. Oburzał się Pan na Donka, że zajumał on kasiorę z OFE? Tak zwany niezależny Trybunał przyłożył na akcie zajumania pieczęć. Donek, który zadłużył Polskę na setki miliardów złotych, czego ma być bezpiecznikiem? Najprawdopodobniej interesów banksterów. A formalnie i faktycznie Komisja Europejska i Donek mogą Rzeczpospolitą Polską cmoknąć. Nie mają uprawnień do tego, by zmieniać obowiązujące w RP ustawy.

    • Tomasz Kamiński

      Tak, oburzałem się na zabranie pieniędzy z OFE, za czym oprócz PO zagłosował też PiS. A co do zadłużania to właśnie obecny rząd zwiększył deficyt do poziomu najwyższego w historii RP i to mimo tego, że nie ma kryzysu i taki krok jest zupełnie niekonieczny.

      • Sauelios

        Rząd musiał znowelizować budżet peło-zeteselu. A poza tym poziom zadłużenia publicznego jest nieznany, jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie możliwe zobowiązania instytucji publicznych, w tym emerytalno-rentowe. 3 biliony? 4 biliony złotych? Nikt tego wie. A wychodzenie z pętli zadłużenia jest długotrwałe i bolesne. Nic z tego nie będzie, jeśli będzie następować zwiększenie liczby Polaków mieszkających i pracujących w Polsce, tyle że zarabiających wyraźnie więcej niż teraz. Praktycznie wszystkie rządy RP od rzekomego przełomu roku 1989 miały tę sprawę głęboko. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie dług publiczny przekracza niby 15 bilionów USD. Ale to nieprawda, bo jeśli weźmie się pod uwagę wszelkie możliwe zobowiązania publiczne, dług ten przekracza 100 bilionów USD. Amerykanie zmuszają resztę świata do finansowania tej hucpy.